Najwiekszy wróg.
Od samego poczatku, nie wiedzac czemu, czytelnik nienawidzi tych, którzy sa podejrzani o bycie wrogami Harrego. Nie wiem czemu tak jest. To tez jest w jakis sposób magiczne. Jeszcze bowiem nie wiemy jaka jest prawda, a juz nienawidzimy tego czy tamtego. Nie umiemy sami wyczytac wskazówek, które podpowiadaja nam,ze to nie do konca moglo byc tak. A ta czy owa osoba, mogla zostac wrobiona. Czytajac Harrego mamy jakby klapki na oczach i ulegamy sugestiom narratora. Nie próbujac sami dojsc do tego czy osoba ta jest dobra czy tez nie. I tak wlasnie mogloby byc z ojcem chrzestnym Harrego. Dopóki narrator mówi, ze on jest zly, za takiego wlasnie go bierzemy. Nikt bowiem nie stara sie przemyslec, czy to prawda. A gdy tylko dowiadujemy sie, ze to pomylka. Jest nam przykro, ze mielismy go za zloczynce i bandziora. I od tej pory staramy sie mu wspólczuc i popieramy kazdy jego krok. To dosc mylne, ale moze w tym wlasnie tkwi urok tej ksiazki. Na dobra sprawe do konca nie wiemy czy ktos jest dobry czy zly.